O tej zbrodni dziś prawie nikt nie mówi, choć w swoim czasie odbiła się echem na całym świecie. Została zapomniana, dlatego to idealny moment, by ją przypomnieć, zwłaszcza że w tym roku minie 100 lat od tego wydarzenia.
Warszawa, dziś stolica Polski, na co dzień jest w miarę spokojnym miastem. Jak jednak w każdej dużej miejscowości, także tutaj doszło kiedyś do strzelaniny. Nie była to co prawda typowa strzelanina szkolna w dzisiejszym rozumieniu, ale bez wątpienia można ją za taką uznać.
Zacznijmy od początku...
Do Państwowej Szkoły Handlowej w Warszawie, mieszczącej się przy Alei 3 Maja 8, uczęszczał uczeń trzeciego kursu, 19-letni Stanisław Lampisz z Grudziądza. Według relacji innych był on osobą ponurą, szorstką, ordynarną i sprawiającą wrażenie mało bystrej. Świadczyć o tym miało m.in. to, że pozostał w tej samej klasie na drugi rok, przez co jego rówieśnicy zaczęli się od niego oddalać i unikali kontaktu.
** Do konfliktu doszło tydzień przed tragedią, gdy 50-letni dyrektor szkoły nakazał uczniom ścięcie długich włosów ze względów higienicznych i bezpieczeństwa. Większość podporządkowała się poleceniu, jednak Lampisz odmówił. W konsekwencji został zawieszony w prawach ucznia na tydzień. Przez kilka dni nie pojawiał się w szkole, a w tym czasie zaczął planować zemstę. **
15 listopada 1926 roku wrócił do szkoły ok. 13:00, nadal z długimi włosami i zapytał o dyrektora Mikołaja Stanisława Lipkę. Gdy dowiedział się, że dyrektor nie zamierza z nim rozmawiać, wybiegł ze szkoły i krążył w jej pobliżu. W tym samym czasie do dyrektora zgłosił się opiekun Lampisza, który przyznał rację dyrekcji i wyraził zaniepokojenie zachowaniem młodzieńca.
Gdy dyrektor Lipka opuszczał szkołę, zaczajony Lampisz podszedł do niego i oddał dwa strzały z rewolweru małego kalibru, trafiając go w głowę oraz plecy. Gdy Lipka nie dawał oznak życia, sprawca próbował popełnić samobójstwo na terenie szkoły, strzelając sobie w serce. Przeżył, ponieważ kula minęła serce.
![]() |
| Dyrektor Mikołaj Stanisław Lipka [*] |
Po przybyciu policji i ratowników Lampisz powiedział do jednego z funkcjonariuszy: „Ja jestem zabójcą dyrektora!”. Gdy ratownik próbował umieścić go w karetce, młodzieniec zagroził mu słowami: „Odejdź pan, bo kopnę!”. Mimo to został przewieziony do Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie.
![]() |
| Szpital Dzieciątka Jezusa w XX wieku w Warszawie |
W toku śledztwa ustalono, że przed dokonaniem zbrodni Lampisz udał się do szynku, gdzie wypił kilka kieliszków wódki. Okazało się również, że zabójstwo było zaplanowane. Już rok wcześniej, w 1925 roku, kupił rewolwer z zamiarem jego użycia.
![]() |
| Amerykańska Prasa Informująca o Tragedii |
Sprawa szybko stała się głośna na całym świecie. Prasa amerykańska błędnie podała, że Stanisław Lampisz był Francuzem, co było nieprawdą i wynikało z pomyłki, choć pozostałe informacje w większości się zgadzały.
**Ostatecznie sprawca stanął przed sądem.**
Zastanawiające jest jednak to, jak niewiele materiałów na ten temat zachowało się do dziś. Przeglądając prasę z 17 listopada 1926 roku, trudno znaleźć jakiekolwiek informacje. Udało mi się natrafić jedynie na wzmianki z 16 listopada 1926 roku (i jedną jak "narazie" z 17 listopada 1926 roku).
Zachęcam więc do dalszych poszukiwań, być może do setnej rocznicy tej tragicznej zbrodni uda się odkryć coś więcej.
Sam przyznaję, że wcześniej nic nie wiedziałem o tej sprawie, dopóki z jednego z artykułów na Wikipedii nie dowiedziałem się, że w Polsce doszło do strzelaniny szkolnej już rok po tragedii w Gimnazjum im. Joachima Lelewela.
Informacje:
Kurjer Poznański 1926.11.16 R.21 nr. 529
Kurjer Warszawski : dodatek poranny. [R. 106], 1926, nr. 315
Czas. 1926, nr. 264 (15 XI)
Echo Warszawskie. R. 3, 1926, nr.296 A
Express Poranny. R. 5, 1926, nr. 319
Epoka. R. 1, 1926, nr. 46
Dziennik Suwalski nr. 254 17 listopada 1926
Dziennik Płocki Organ Narodowy Polityczny I Gospodarczy nr. 265



