Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smutna historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smutna historia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2025

Morderstwo w Schodnicy 1938 - Historia

 


Ostatnio przeszukiwałem prasę z 1938 roku, sprawdzając, czy znajdę coś, co idealnie nadawałoby się na post na Bibliotece. No i natrafiłem na coś, o czym – z tego, co wyczytałem – prasa już wtedy pisała. Niestety, nie mogę tego znaleźć, chociaż zgaduję, że na pewno miało to miejsce we wrześniu (jak znajdę, to zedytuję posta i tyle).


We wrześniu 1938 roku w miejscowości Schodnica doszło do tragedii rodzinnej – w jednym mieszkaniu mieszkało aż 7 osób razem.


Wszystko zaczęło się spokojnie, jakby nigdy nic. Józef Dmytryszyn wrócił późno do domu i położył się obok swojego brata, Stefana Dmytryszyna. Bracia zaczęli rozmawiać między sobą, przy czym doszło do kłótni – na tle mających się odbyć zaręczyn Józefa Dmytryszyna, które nie doszły do skutku z powodu sprzeciwu rodziny.


Zirytowany kłótnią Dmytryszyn wykorzystał moment, gdy członkowie rodziny poszli spać. Wstał i sięgnął po siekierę.


Trzema ciosami pozbawił życia swojego brata Stefana Dmytryszyna, a następnie zamordował zamężną siostrę, Matronę Manusiakową, jej 6-letniego syna Włodzimierza Manusiakowego, 15-letnią siostrę Marię Dmytryszynę i 27-letnią siostrę Rozalię Dmytryszynę.


Zbrodniarz ukrył swoją skrwawioną bieliznę i siekierę w kominie, po czym udał się na posterunek Policji Państwowej w Schodnicy, oświadczając, że zabił swoją rodzinę.

Informacje:

[Dziennik Ostrowski R.6 nr222]

czwartek, 31 lipca 2025

Tragedia na Politechnice Gdańskiej 2002 - Historia

2 dni temu pisałem o Atakach na polskie szkoły — wspomniałem tam zarówno te najgłośniejsze, jak i niemal zapomniane. Dziś jednak opowiem o tragedii, która miała miejsce na Politechnice Gdańskiej w 2002 roku. Zacznijmy od początku.


Wówczas 23-letni Kamil Putrzyński, student II roku Wydziału Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki Politechniki Gdańskiej, 14 czerwca 2002 roku zdawał egzamin w siedmiopiętrowym budynku uczelni przy ul. Siedleckiej. Wszystko zapowiadało się normalnie, ale nagle egzaminatorzy nabrali podejrzeń, że ściąga — został więc wyproszony z sali.

Kamil Putrzyński 

Wkrótce potem Kamil zapowiedział, że jeśli po raz trzeci nie zda egzaminu, „zabije profesora”. Nikt jednak nie potraktował tego poważnie — znajomi uznali to za głupi żart.


18 czerwca 2002 r. przystąpił do egzaminu ponownie. Tym razem także został usunięty z sali z tego samego powodu — podejrzenia o ściąganie.


Po zajęciach Kamil udał się do sklepu, gdzie kupił siekierę. Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie to, co wydarzyło się dzień później…


19 czerwca 2002 roku, dokładnie w dzień 50-lecia Politechniki Gdańskiej, Putrzyński wrócił na uczelnię uzbrojony w siekierę. Wszedł do sali numer 646, gdzie zaatakował 50-letniego profesora Czesława Stefańskiego. Na pomoc ruszył 53-letni inżynier i asystent — Krzysztof Królik.

Królik próbował obezwładnić napastnika, ale nie udało się. Dopiero wezwana ochrona zdołała zatrzymać sprawcę. Niestety, życia Krzysztofa Królika nie udało się uratować — zmarł półtorej godziny później na stole operacyjnym.


Z relacji znajomych wynika, że Kamil był spokojny, nie pił alkoholu, nie zażywał narkotyków. Jedyną rzeczą, która mu przeszkadzała, była głośna muzyka. Jeden z kolegów wspominał, że Kamil powiedział kiedyś: „Patrzcie i się uczcie.”

Pożegnanie Ofiary

12 sierpnia 2002 roku Kamil trafił do aresztu. Jego matka, Teresa Putrzyńska, mówiła: „Od tragedii staramy się o pozwolenie na widzenie z Kamilem.”


6 lutego 2003 roku rozpoczął się proces — wtedy Putrzyński miał już 24 lata, co wskazuje, że urodził się w styczniu 1979 roku. Biegli uznali, że był w pełni poczytalny. Zgodził się na badania psychiatryczne.


20 maja 2005 roku, dwa lata później, sąd skazał go na 25 lat pozbawienia wolności.


Jego ojciec, Paweł Putrzyński, powiedział wtedy: „On jest chory. Zanim wydano wyrok, powinno się go leczyć.”


Kilka miesięcy później — 15 grudnia 2005 roku — kara została ostatecznie zatwierdzona. Matka zamordowanego Krzysztofa Królika, pani Jadwiga Królik, powiedziała:

„Życie mojego syna już nie wróci. Moim zdaniem kara jest za mała w stosunku do tego, co uczynił. Trudno — taki jest wyrok sądu i muszę się z tym pogodzić. Tyle, ile dostał, tyle musi odsiedzieć. Oby tylko nie mniej. Mogę mu przebaczyć, ale kara mu się należy.”


Wiadomo też, że Krzysztof Królik spędził wiele lat w Australii, pracując w prestiżowych firmach informatycznych. Pod koniec lat 90. zdecydował się wrócić do Polski.


Mijają już 23 lata od tej tragedii. Za 2 lata sprawca opuści więzienie.




Informacje:

[1] https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Student-zabil-swojego-profesora-n3921.html

[2] https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Zabojca-milczy-n3927.html

[3] https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Kraty-bariera-n4501.html

[4] https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Student-przed-sadem-n6545.html

[5] https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Sadzic-beda-pozniej-n7341.html

[6] https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Student-swiadomy-czynu-n15737.html

[7] https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Dostal-25-lat-n16005.html

[8] https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/25-lat-dla-bylego-studenta-PG-n18096.html

czwartek, 10 lipca 2025

Tragedia w Tunelu Balvano 1944 - Historia

W czasie II wojny światowej niebezpieczeństwo czaiło się wszędzie — na frontach, w miastach, a czasem nawet pod ziemią. Jedna z najbardziej tragicznych, a zarazem najmniej znanych katastrof tamtych lat wydarzyła się nie na polu bitwy, lecz w tunelu kolejowym we Włoszech.

W nocy z 2 na 3 marca 1944 roku doszło do jednej z największych katastrof kolejowych w historii Europy — katastrofy w tunelu Balvano, w południowych Włoszech. Pociąg towarowy nr 8017, przewożący zarówno węgiel, jak i ponad 600 nielegalnych pasażerów (cywilów próbujących przedostać się do innych miast w poszukiwaniu jedzenia lub schronienia), utknął w tunelu Armi (nazywanym również „tunelem Balvano”) położonym między miejscowościami Balvano a Bella.


Skład był zbyt ciężki, a lokomotywy spalały niskiej jakości węgiel o wysokiej zawartości tlenku węgla. Gdy pociąg zaczął się wspinać pod górę i zatrzymał się wewnątrz tunelu, spaliny nie miały jak się rozproszyć. W ciągu kilku minut cały skład został wypełniony trującym gazem. Większość pasażerów oraz część załogi zmarła we śnie z powodu zatrucia tlenkiem węgla.

Szacuje się, że zginęło od 500 do 600 osób, choć dokładna liczba nie jest znana, ponieważ wielu podróżnych było pasażerami na gapę, nieujętymi na listach. Władze wojskowe, zarówno włoskie, jak i amerykańskie (bo teren znajdował się już pod kontrolą aliantów), próbowały początkowo zatuszować sprawę, obawiając się paniki i osłabienia morale ludności.


Katastrofa została później uznana za wynik kombinacji błędów technicznych, złej jakości paliwa, przeciążenia pociągu oraz braku odpowiednich systemów bezpieczeństwa. Pomimo ogromu tragedii, katastrofa w tunelu Balvano pozostaje do dziś mało znanym epizodem II wojny światowej, nawet we Włoszech.




Informacje:

[1] https://en.m.wikipedia.org/wiki/Balvano_train_disaster?utm_source

[2] https://www.aa.com.tr/en/world/tragedy-on-the-tracks-remembering-the-worlds-deadliest-train-accidents/2914460?utm_source

[3] https://www.italyonthisday.com/2021/03/the-balvano-disaster.html?utm_source

wtorek, 8 lipca 2025

Zaginięcie Gimnazjalisty 1900 - Historia

Zaginięcia towarzyszą ludzkości od zawsze — niektóre kończą się szczęśliwie, inne na zawsze pozostają tajemnicą, ale są też takie, które wstrząsają całymi społecznościami. W marcu 1900 roku jedno z takich zaginięć poruszyło opinię publiczną w Prusach. Sprawa zaczęła się niewinnie, lecz szybko przerodziła się w sensację, wywołując falę spekulacji, napięcia społeczne i dramatyczny ciąg wydarzeń, który przeszedł do historii.

11 marca 1900 roku w Konitz (obecnie Chojnice, wówczas część Cesarstwa Niemieckiego), zaginął 18-letni uczeń miejscowego gimnazjum, Ernst Winter. Ostatni raz widziano go tego dnia wieczorem, gdy opuszczał zajęcia. Kiedy nie wrócił do domu, rozpoczęto poszukiwania, jednak przez kilka dni nie przyniosły one żadnych rezultatów.


Sytuacja zmieniła się 15 marca, kiedy w pobliskim jeziorze znaleziono fragmenty ludzkiego ciała – najpierw tors, a później pozostałe części. Sekcja zwłok wykazała brutalne okaleczenia: ciało zostało poćwiartowane, a niektóre organy wewnętrzne usunięte. Miejscowa prasa i społeczność były wstrząśnięte okrucieństwem zbrodni. Ponieważ Winter pochodził z rodziny protestanckiej, a podejrzenia szybko padły na żydowskich mieszkańców miasta, sprawa zaczęła nabierać charakteru antysemickiego.


Zgodnie z ówczesnymi relacjami, oskarżono żydowskiego rzeźnika Leopolda Huldschinskiego, a także jego syna i dwóch pomocników. Utrzymywano, że Ernst Winter został zamordowany w ramach rzekomego "rytuału religijnego", co było nawiązaniem do fałszywego, wielowiekowego mitu tzw. mordów rytualnych. Mimo braku jakichkolwiek dowodów, w mieście rozpoczęła się antysemicka nagonka.

Proces sądowy trwał wiele miesięcy. Ostatecznie Huldschinski i jego współoskarżeni zostali uniewinnieni z powodu braku wystarczających dowodów. Zbrodnia jednak nigdy nie została ostatecznie wyjaśniona. Teorie spiskowe i propaganda antyżydowska, zwłaszcza w prasie, doprowadziły do rozruchów i ataków na społeczność żydowską w Konitz i okolicznych miejscowościach. Władze pruskie zostały zmuszone do interwencji, wysyłając oddziały policyjne i wojskowe w celu opanowania sytuacji.


Sprawa zabójstwa Ernsta Wintera stała się jednym z najbardziej znanych przypadków wykorzystania fałszywego oskarżenia o mord rytualny w Niemczech na przełomie XIX i XX wieku. Była szeroko komentowana w prasie niemieckiej, a nawet międzynarodowej. Z perspektywy historycznej wydarzenie to jest dziś analizowane jako przykład niebezpiecznego wpływu antysemickiej histerii i nadużycia prawa w klimacie społecznych uprzedzeń.



Informacje:

[1] https://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/09/02/znalazles-rozczlonkowane-zwloki-to-na-pewno-zydzi/?utm_source

[2] https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Pogrom_chojnicki?utm_source

[3] https://www.national-geographic.pl/historia/pogrom-chojnicki-w-1900-roku-morderstwo-na-nastolatku-wywolalo-antyzydowskie-rozruchy/?utm_source

[4] https://ejournals.eu/en/journal/prace-historyczne/article/chojnice-1900-przypadek-oskarzenia-o-mord-rytualny-w-swietle-polskiej-prasy?utm_source

[5] https://www.researchgate.net/publication/236779322_The_Butcher%27s_Tale_Murder_and_Anti-Semitism_in_a_German_Town_and_Exclusionary_Violence_Antisemitic_Riots_in_Modern_German_History_review?utm_source

niedziela, 29 czerwca 2025

25 lat za nic - Historia

Sprawa Tomasza Komendy – największa wpadka polskich służb


O tej sprawie słyszał zapewne każdy. Niedawno minął rok od śmierci niewinnego Tomasza Komendy. Wydawało się, że po tylu latach cierpienia jego życie w końcu zacznie się układać. Niestety, los okazał się okrutny.



Komenda został niesłusznie oskarżony o gwałt i zabójstwo 15-letniej wówczas Małgorzaty Kwiatkowskiej. Po kilku latach odnaleziono prawdziwych sprawców. Tomasz Komenda otrzymał odszkodowanie, jednak trudno powiedzieć, czy mogło ono wynagrodzić stracone lata.



Na temat tej sprawy powstało wiele filmów dokumentalnych. To dramatyczne wydarzenie pokazuje, że czasem służby nie badają sprawy wystarczająco dokładnie, co prowadzi do tragicznych pomyłek.


Informacje:

[1] https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Sprawa_Tomasza_Komendy

[2] https://wroclaw.tvp.pl/76049381/nie-zyje-tomasz-komenda

[3] https://wyborcza.pl/7,75968,23153186,tomasz-komenda-nie-jest-jedyny-slabsi-potrzebuja-ochrony-w.html